Barbarzyńca w Azji

Japoński obraz przedstawiający królewską Kumari
Japoński obraz przedstawiający królewską Kumari Fot. Wikicommons, licencja CC
Dziennikarze piszący o królewskich Kumarich, żywych boginiach w Nepalu, zazwyczaj ograniczają się do opisów smutnego losu dziewczynek i banalnych wniosków. Bo przecież o wiele łatwiej jest pouczać barbarzyńców z krańca świata niż dochodzić, skąd się wziął ten zwyczaj i co o nim myślą sami Nepalczycy.

Kumari to świetny temat. Dziewczynka przez kilka lat jest czczona jako ziemskie wcielenie bogini i mieszka w pałacu, w centrum starego Katmandu. Wraz z pierwszą miesiączką traci boskość i wraca do cywila. Powrót do normalnego życia nie jest łatwy, bo nagle nie jest się już w centrum uwagi, w pałacu, ale wśród ludzi, gdzie trzeba się uczyć życia od nowa. Dla wielu byłych bogini jest już za późno.



Media o boginiach

Na tym poprzestał autor artykułu w portalu Na Temat. Sygnalizuje, że religia jest głupia i krzywdzi dzieci. Nie podoba mu się postawa Martyny Wojciechowskiej, która mówi w dokumencie filmowym, że wychowała się w innej kulturze i trudno jej oceniać Nepalczyków. Tymczasem autor takich wątpliwości po prostu nie ma.

Nic dziwnego. Swoją opinię buduje na podstawie tylko jednego dokumentu filmowego, nie korzysta z żadnych innych źródeł: książek, artykułów, czy filmów. Nie interesuje go opinia Nepalczyków, nie stara się dowiedzieć, co byłe boginie myślą o swoim pobycie w pałacu. Raczej nie był też w Nepalu.

Stąd wiele błędów. Wbrew temu co pisze, królewska Kumari może bawić się z rówieśnikami w jej pałacu. Nie ma takiego zakazu. „Grymas lub uśmiech” bogini nie jest przepowiednią „szczęścia lub zguby”. Przeciwnie, brak uśmiechu, jakiegokolwiek grymasu twarzy jest przepowiednią szczęścia, a niestandardowe zachowanie, w tym uśmiech, może przynieść nieszczęście. Autorowi bardzo nie podobają się „kiczowate” malunki na twarzy Kumari. Zastanawiam się, czy to tylko kwestia gustu, czy raczej brak wiedzy co one oznaczają.

To jeszcze nic. Profesjonalnym dziennikarzom, np. z BBC i Guardiana, zdarzają się większe wpadki. W zachodniej prasie rozdmuchano opowieść o rygorystycznym badaniu jakie przechodzą kandydatki na boginie, bo dziewczynki muszą być perfekcyjne, bez skazy. Pisano nawet, że kandydatka musi spędzić samotną noc w otoczeniu 108 świeżo odrąbanych bawolich głów. Rashmila Shakya, była Kumari, w książce From Goddes to Mortal dementuje takie opowieści. - Jest wiele aspektów (w tradycji Kumari), które powinny być poddane krytyce, ale krytyka powinna opierać się na sprawdzonych informacjach - Rashmila tłumaczy. - Kampania przeciw zamykaniu dziecka w komnacie pełnej bawolich głów, nie będzie skuteczna, gdy nic takiego nie ma miejsca - podkreśla. Historia powtarzana przez dziennikarzy podkręcających swoje reportaże, pochodzi prawdopodobnie ze Szkiców z Nepalu, H. Ambrose Oldfielda z 1880 roku.

Boginie o sobie

Wiele byłych Kumari jednoznacznie stwierdziło, że nie oddałoby córek do Kumari Ghar (Pałacu Kumari). Również mama Rashmili, w wywiadzie dla magazynu Cosmopolitan z 1994 roku, przyznała, że nie zgodziłaby się na taki krok, gdyby wiedziała, przez co jej córka musiała przejść. Przede wszystkim chodziło jej o brak formalnej edukacji oraz rozpuszczanie dziewczynek, które postrzegały siebie jak boginie. Ale, jak twierdzi Rashmila, od tego czasu trochę się zmieniło. Dzięki nagłośnieniu jej historii udało się wprowadzić do pałacu nauczycieli, którzy realizują szkolny program.

Rashmila uważa, że mówiąc o boginiach w kontekście praw człowieka, zapomina się o dzieciach, które żyją na wysypiskach śmieci lub są sprzedawane do niewolniczej pracy jako służące, czy wprost do burdeli. - W porównaniu z nimi, Kumari jest tylko dziewczynką, której jedynym problemem jest zbytnie rozpieszczanie. To prawda, że jest odseparowana od rodziny, ale (w pałacu) otrzymuje nową, i nie ma żadnych ograniczeń w odwiedzaniu jej przez rodziców. Żyjąc w Kumari Ghar, myślę, że byłam o wiele szczęśliwsza niż dzieci mieszkające w przyszkolnych internatach. Chociaż rodzice wysyłają dzieci do szkół z internatem, nie mówi się nic o łamaniu praw człowieka.

Do płatnych szkół z internatem trafiają dzieci już w wieku 7-8 lat. Szkoły z najniższym czesnym są po prostu straszne. Nauczyciele biją dzieci, poziom nauki jest zatrważająco niski, uczniowie nie dojadają. Dzieci przyjeżdzają do domu tylko na święta. Ale wyścig po edukację w Nepalu, po lepszą przyszłość jest tak zażarty, że rodzice godzą się na takie warunki. Trudno to zrozumieć, nawet gdy się to widzi na własne oczy. Jeszcze trudniej jednoznacznie ocenić znając realia tego kraju.

Religia na co dzień

Kult Kumari i stosunek Nepalczyków do tej tradycji zmienia się. Sprawa bogini dotarła do Sądu Najwyższego. Krajem rządzą maoiści, którym wcale nie jest po drodze z religią. Ulica coraz częściej powtarza się, że należy poluzować reguły obowiązujące królewską Kumari. Możliwe, że wkrótce jej sytuacja będzie podobna do Kumarich z sąsiedniego Patanu i Bhaktapuru, gdzie dziewczynki mieszkają z rodzicami i chodzą do szkoły, a tylko w czasie świąt biorą udział w rytuałach. Nie ma w tym żadnej sprzeczności, bo hinduizm daje swoim wyznawcom wolną rękę w interpretacji wiary. Nie ma papieża, formalnej struktury, której trzeba się podporządkować. Nie trzeba wierzyć w boginię-dziewczynkę.

Na Kumari nie należy patrzeć tylko przez pryzmat religii i rytuałów. To raczej kwestia tego jak kobieta postrzegana jest w konserwatywnym społeczeństwie. Jakim regułom musi się poddać i dlaczego. Ale co ciekawe nawet w tak tradycyjnej społeczności jak jubilerzy - Shakyowie (skąd pochodzą boginie Kumari) znajdziemy zwyczaje religijne, wytrychy, które umożliwiają kobietom rozwód i ponowne zamążpójście (rytuał Ihi). Zainteresowanych tym tematem odsyłam do reportażu o Kumari z mojej książki.

Nieszczęsny artykuł, który krytykuję, dowodzi, że niestety wciąż trzeba przypominać oczywiste rzeczy: zanim zaczniemy oceniać obcą kulturę, warto podjąć chociaż minimum wysiłku by ją poznać. Bo takie płytkie, obliczone na tani efekt teksty, co gorsza pisane z pozycji zachodniego, oświeconego umysłu, są tylko odbiciem naszej własnej zaściankowości.
Trwa ładowanie komentarzy...