60 rocznica zdobycia Everestu

Edmund Hillary i Tenzing Norgay
Edmund Hillary i Tenzing Norgay fot. himalayasnepal.com
Od czasów, gdy Edmund Hillary i Tenzing Norgay zdobywali najwyższą górę świata zmieniła się filozofia wspinania i sam Everest. Przed samym wierzchołkiem można utknąć w długiej kolejce niczym w Tatrach. Szczyt zdobyło dotychczas ponad 3 tysiące ludzi.

- Jesteśmy pod trochę pionową skałą, o szóstym stopniu (trudności), na południowym grzbiecie, sahib, musimy rozwinąć liny i wytnę trochę stopni - 29 maja 1953 roku Tenzing Norgay mówił do Edmunda Hillarego stojąc przed dwunastometrową ścianą, ostatnią przeszkodą przed wierzchołkiem. - Czy możemy nazwać to stopniem Tenzinga? - zapytał.


- Przykro mi stary. Niniejszym nadaję imię temu cholerstwu "stopień Hillarego", po mnie samym - odpowiedział Nowozelandczyk.*

60 lat temu stopień Hillarego pokryty był śniegiem. Obecnie najczęściej to naga skała. - Prawie cała droga jest teraz w skale, wiele stóp na lewo. Obserwujemy te same zmiany w lodowcu, który topi się na wysokości 6500 metrów: widać śmieci zostawiane w szczelinach przez 60 lat - podkreslał w tygodniku Nepali Times David Breashears, filmowiec, pięciokrotny zdobywca Everestu.

Everest zdobyło już ponad 3 tysiące ludzi, w samym 2007 roku weszło na szczyt 633 osoby. W 1996 roku tego samego dnia zginęło 9 wspinaczy z komercyjnej wyprawy.

W sezonie wspinaczkowym na stopniu Hillarego tłoczą się zastępy zdobywców i robi się coraz niebezpieczniej. - Znam stopień Hillarego, byłem tam w 1992 roku z tlenem (butlą), po prostu wiem, że tam nie ma wystarczająco miejsca dla każdego - mówił w wywiadzie dla magazynu Outside Ralf Dujmovits, który rok temu zawrócił spod szczytu, ale wykonał słynne zdjęcie kolejki wspinaczy. - Poniżej trawersu do trzeciego obozu, była tylko czarna linia. Długa, czarna linia. Prawie nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem, że tak wiele osób, w tym samym czasie, podjęło decyzję wyjścia w górę - opowiadał.

Jednym z powodów tragedii z 1996 roku był tłok na trasie - szczyt chciało zdobyć jednocześnie 33 osoby.



Dujmovits myślał, że ludzie oprzytomnieją i będzie mniej wspinaczy na Evereście. - Ale obawiam się, że tym zdjęciem uczyniłem Everest bardziej popularnym. Ludzie mogą zacząć myśleć, że "skoro jest tak wiele osób, ja też mogę ustawić się w kolejce". Miałem nadzieję, że ludzie zrozumieją, że nie ma to nic wspólnego ze wspinaniem, że to jest pogoń za trofeum.

Uważa tak wielu alpinistów, ponieważ poziom ekshibicjonizmu w biciu rekordów na Evereście dawno sięgnął szczytów głupoty. Nie wystarczy już być na Evereście, żeby się wyróżnić. Trzeba być najstarszym jak 80-letni Japończyk Yuichiro Miura, który pobił rekord kilka dni temu. Za chwilę może jednak stracić rekord na rzecz 81-letniego Nepalczyka Mina Bahadura Sherchana. Najmłodszym zdobywcą jest trzynastoletni Jordan Romero (w 2010 pobił rekord szesnastolatka Temby Tsheriego Sherpy). Z kolei Apa Sherpa wszedł na wierzchołek 21 razy, a Pem Dorje i Moni Mulepati w 2005 roku wzieli tam ślub.



Na tym pomysły na Everest się nie kończą. W tym sezonie mieliśmy już pierwszą w historii telekonferencję przez smartphona (uznaną przez Nepal za nielegalną), pierwszego Saudyjczyka na szczycie, pierwszą Pakistankę, pierwszą osobę bez rąk, a nawet nepalską aktorkę.

Na początku tegorocznego sezonu wspinaczkowego na najwyższej górze świata wybuchła też kłótnia między zachodnimi wspinaczami i szerpami, ochrzczona już jako "najwyżej połozona na świecie bójka na pięści". Brał w niej udział słynny włoski wspinacz Simone Moro, Szwajcar Ueli Steck i Brytyjczyk Jon Griffith oraz zastęp szerpów, którzy kładli poręczówki dla wypraw komercyjnych.

Niebezpieczna praca, którą, według wersji szerpów, zakłócali zachodni wspinacze stwarzając bezpośrednie zagrożenie. Środowisko górskie mówi jednak też o głębszym konflikcie między komercyjnym wspinaniem (szerpowie kładli równolegle drugi zestaw poręczówek, by uniknąć korków na trasie), a wspinaczami wchodzącymi trudną drogą w stylu alpejskim, czyli bez tlenu i zakładania obozów. Z drugiej strony Nepalczycy, chociaż zarabiają krocie na Evereście (koszt to 65 tysięcy dolarów od głowy), mają już dość zarozumialstwa zachodnich wspinaczy-turystów oraz wyczynowców polujących na rekordy.

W końcu Everest, czyli po nepalsku Sagarmatha, jest świętą górą, której należy się szacunek. Kiedyś sama aklimatyzacja trwała 6-8 tygodni, obecnie Everest jest zaledwie trzy tygodniową przerwą urlopową dla bogaczy, gdzie trzeba się śpieszyć.

Ralf Dujmovits nie pozostawia wątpliwości jak zmieniło się wspinanie na Evereście. - Ludzie nie wiedzą, co to znaczy być na samotnej trasie, na ośmiotysięczniku, zdani tylko na siebie, bez tych wszystkich tłumów. Wspinacze na Evereście próbują osiągnąć coś, co już nie istnieje - przynajmniej na Evereście.

---------------
* zapis rozmowy Edmunda Hillarego i Tenzinga Norgaya ze zbiorów Royal Geographical Society w Londynie
Trwa ładowanie komentarzy...