Jak pielgrzymują wierni w Indiach i Nepalu?

Amarnath Jatra http://martushkafromeast.blogspot.co.uk
Amarnath Jatra http://martushkafromeast.blogspot.co.uk fot. M. Kotlarska
Marta Kotlarska opowiada o pielgrzymkach hinduistycznych w Himalajach, swoim najnowszym projekcie fotograficznym i warsztatach dla dzieci z wioski w Nepalu, na który zbiera pieniądze w portalu Kickstarter. Do końca zbiórki zostało tylko trzy dni.

Co to jest jatra?

W hindi dosłownie oznacza podróż, ale słowo używane jest najczęściej w kontekście pielgrzymek religijnych. I tak mamy np. Amarnath Jatrę, Nanda Devi Jatrę, Goisakundę Jatrę.



Brałaś udział w jatrze w Kaszmirze, opowiedz jak wygląda taka pielgrzymka?

W zeszłym roku roku brałam udział w Amarnath Jatrze, w Kaszmirze. To dosyć konfliktowy region, muzułmanie z Kaszmiru chcą w jakiś sposób uniezależnić się od Indii, dlatego od czasu do czasu następuje eskalacja konfliktu.

Pielgrzymka Amarnath Jatra, to tysiące pielgrzymów, którzy idą przez góry do jaskini, gdzie znajduje się linga, symbol boga Śiwy o kształcie fallicznym. Nam dotarcie do jaskini zajęło 9 godzin trekingu. Na pielgrzymkę można wybrać się tylko przez kilka tygodni w roku, poza tym terminem trudno się tam dostać, jest niebezpiecznie, treking utrudnia wtedy pokrywa śnieżna.

Można spotkać tam ludzi z całych Indii. Idzie się w ogromnym tłumie, pośród ludzi jadących na koniach, niesionych na specjalnych lektykach. Dzieci, kobiety, mężczyźni. Dookoła latają helikoptery, którymi do jaskini dostają się najbogatsi. Ludzie umierają po drodze. Tego dnia, kiedy szliśmy, umarły trzy osoby. Jedna została strącona przez konia w przepaść, a dwie kolejne zmarły na zawał serca lub na skutek wysokości, mimo że na dole dostaje się zaświadczenie od lekarza, że można tę pielgrzymkę przejść.

Po drodze ustawione są wielkie namioty, ufundowane przez organizacje charytatywne, gdzie można odpocząć, pomodlić się, uzyskać pomoc. Już pod samą jaskinią ustawia się ogromna kolejka, tylko po to żeby zobaczyć lingę boga Śiwy.

Nie jesteś hinduistką, jakie były reakcje pielgrzymów na twoją obecność na jatrze?

Bardzo się nami opiekowali, zwłaszcza, że byłyśmy jedynymi obcokrajowcami na tej pielgrzymce. Widać było, że nasza obecność jest dla nich ważna, dbali o nasze bezpieczeństwo, przynosili nam jedzenie. Prosili o zrobienie zdjęć, chętnie się z nami fotografowali. W namiotach, gdzie odbywały się modlitwy nie wiedziałyśmy jak się zachować, żeby kogoś nie urazić, ale pielgrzymi bardzo chętnie włączali nas w swoje modlitwy, błogosławieństwa i rytuały. Wszystko nam chętnie tłumaczyli. To było bardzo przyjemne.



Dlaczego zajmujesz się pielgrzymkami w Indiach i Nepalu?

Amarnath Jatra jest ciekawa, ponieważ odbywa się w muzułmańskiej części Indii, w Kaszmirze, a jest pielgrzymką hinduistyczną. Wszyscy ludzie, którzy pracują przy tej pielgrzymce, to muzułmanie. Ludzie rozdający wodę, niosący lektyki, prowadzący konie. To duże źródło dochodu dla okolicznych mieszkańców.

Jeżdżę głównie w Himalaje i interesuje mnie temat relacji człowieka i gór. W bardzo dosłowny sposób jest realizowana tam kwestia świętości gór, świętości miejsc. W buddyzmie i hinduizmie górskie miejsca, fragmenty krajobrazu są w taki bezpośredni sposób połączone ze strefą sacrum, z religijną opowieścią.

Zdałam sobie sprawę, że za pomocą tematyki pielgrzymkowej, można na różne sposoby opowiedzieć o bardzo współczesnych kwestiach związanych z tamtym światem. Tak jak na przykładzie Amarnath Jatry można opowiedzieć o skomplikowanych relacjach muzułmanów i hindusów.

Ciekawym przykładem jest również pielgrzymka wokół góry Kajlas w Tybecie. Trudno jest dostać pozwolenie od władz chińskich na pielgrzymkę jako buddysta lub hinduista, ale już łatwo będąc turystą. Czyli władze chińskie chcą nadać nowe znaczenie temu miejscu, z miejsca sacrum na atrakcję turystyczną, gdzie idzie się dla przygody, dla zabawy.

Czym się różni jatra w Indiach od polskich pielgrzymek, np. do Częstochowy?

Co prawda nie byłam na pielgrzymce do Częstochowy, ale szłam w kilku pielgrzymkach katolickich na Ukrainie. Tam tworzyła się społeczność, ludzie idąc modlili się razem, śpiewali pieśni i sam fakt dojścia do celu, nie był aż tak ważny, jak to co się działo w trakcie drogi.

Tymczasem na pielgrzymce w Kaszmirze rzeczywiście chodziło o dojście do tego miejsca (jaskini – przyp. aut.). Strefa sacrum jest tam inaczej postrzegana. W hinduizmie jest wielu bogów, którzy są emanacją uniwersum, uniwersalnego Boga. Są miejsca, gdzie tej energii, tego Boga jest więcej. W pielgrzymce hinduistycznej zdecydowanie chodzi o to święte miejsce i o energię, którą właśnie tam można doświadczyć.

W chrześcijaństwie można to trochę porównać do miejsc objawień, na przykład w Lourdes, gdzie ważne jest właśnie miejsce i bardzo mocno jest wydzielona strefa sacrum i profanum.

Opowiedz o projekcie fotograficznym w Nepalu.

Pierwsza cześć projektu, to warsztaty fotograficzne dla dzieci i młodzieży z wioski Syabru Bensi. Trafiliśmy tam dzięki ludziom z Piekarni w Nepalu, czyli projektu budowy piekarni, która ma pomóc w rozwoju tej wioski. Dochód ze sprzedaży pieczywa z tej piekarni jest przeznaczany na rozwój lokalnej społeczności. Skoro to jest polska inicjatywa, a takie polskie projekty w tej części świata są nieliczne, to wybór miejsca warsztatów był jak najbardziej logiczny. Zwłaszcza, że wioska jest miejscem startowym pielgrzymki do Goisakundy.

Od wielu lat zajmuję się tzw. fotografią partycypacyjną. Prowadziłam już projekty zarówno w Polsce jak i w Wielkiej Brytanii. Pracowałam z Polakami, z osobami pochodzenia żydowskiego, od wielu lat pracuję z Romami. Polega to na tym, że razem z grupą dzieci i młodzieży pracujemy na motywach pewnej opowieści. Wykonujemy profesjonalne ilustracje do tej opowieści, budujemy całe plany zdjęciowe, by przedstawić ich dziedzictwo kulturowe.

Najpierw będziemy przeprowadzać wywiady ze starszymi osobami w wiosce. Doprowadzimy do sytuacji, gdzie dzieci i starsze osoby z wioski ustalą wspólną wersję lokalnej legendy. Następnie podzielimy ją i zilustrujemy.

Mamy nadzieję, że jeśli zbierzemy odpowiednią ilość pieniędzy, to uda nam się wydrukować wystawę, którą powiesimy w tej miejscowości oraz wydrukujemy pocztówki, które mogą być tam sprzedawane turystom.

Druga część projektu w Nepalu, to pielgrzymka do Goisakundy?

To bardzo ciekawa pielgrzymka. Nazwałabym ją ekumeniczną. W Europie mamy takie podejście, że można należeć do jednej religii i kropka. Tymczasem w Azji, te granice są rozmyte, religie przenikają się. Tak jest z pielgrzymką na Goiskaundę. Tam idą razem przedstawiciele trzech religii: hinduiści, buddyści i szamani (wyznawcy religii bon – przyp.aut.), po to by dokonać rytualnych ablucji nad jeziorem Goisakunda. Każdy idzie tam ze swoich powodów, każda z tych społeczności ma swoją opowieść i rytuały, ale idą razem, modlą się razem w tym samym miejscu i czasie.



Ponieważ jestem fotografem i od wielu lat prowadzę projekty partycypacyjne, interesuje mnie w jaki sposób ta praca partycypacyjna z ludźmi z tej miejscowości odsłania użytkową wiedzę o tej kulturze. To nie jest tylko wiedza, o tym, że jest jakaś legenda, ale odkrywanie wokół czego są konflikty i napięcia w tej społeczności, czego ci ludzie się boją, co chcą pokazać, co im się podoba wizualnie, a co nie. Rzeczy, które nie są takie proste do dowiedzenia się w inny sposób. Bo żeby zadać pytanie, trzeba wiedzieć o co zapytać.

Uruchomiłaś zbiórkę na Kickstarterze, na co zbierasz pieniądze?

Z powodu kryzysu finansowanie projektu z polskiej ambasady w Delhi zostało obcięte o połowę. Mamy opłacone bilety w jedną stronę, potrzebujemy też pieniędzy na zupełnie bieżące rzeczy w ramach projektu: na lokalnego przewodnika, na podróże między Indiami i Nepalem, na akumulatorki, na materiały plastyczne do pracy z dziećmi. Prowadziłyśmy też zbiórkę aparatów cyfrowych przez ostatnie kilka miesięcy, mamy ich całkiem dużo, ale wciąż potrzebujemy akumulatorki i karty SD.

Na Kickstarerze już niewiele brakuje, można wpłacać w złotówkach, wystarczy karta do płatności internetowej lub debetowa. Zbiórka trwa do 14 lipca. Każda złotówka się liczy
Trwa ładowanie komentarzy...